tinca.pl
Maraton wędkarski, spełnione marzenie.
Wpisany przez Przemek Graczkowski   
piątek, 25 czerwca 2010 21:55

maraton mlewiec

Do udziału w VII Ogólnopolskim Maratonie Spławikowo-Gruntowym organizowanym na jeziorze Mlewiec przez Koło PZW "Na Skarpie" Toruń namówił nas mój wujek Henio.Dni mijały szybko, a my wraz z Patrykiem i Pawłem każdą wolną chwilę spędzaną nad wodą poświęcaliśmy na doskonalenie naszych umiejętności łowienia zapomnianą przez nas metodą pełnego zestawu. Na bok poszły gruntówki i feedery, a do łask wrócił po kilku latach bacik.

Dzień wyjazdu pakowanie i w drogę jedziemy na dwa autka, Paweł ma dołączyć ok. 22 gdyż wraca właśnie z Bełchatowa. Droga mija szybko i jesteśmy na miejscu przywitanie, zgłoszenie drużyny "Moczykije" i już po chwili sędziowie ogłaszają zbiórkę.

 

Losowanie kolejności losowania stanowisk i jak to z moim pechem bywa 33, niewiele zależy od nas pocieszamy się, że ostatni będą pierwszymi. Czekamy z niecierpliwością wreszcie zostają dwa numerki, bierzemy 34 stanowisko zamykające nie będzie źle. Nosimy sprzęt około 100 metrów, 3 kursy i wszystko na miejscu. Patryk zakłada spodniobuty i wchodzi wyrwać kilka trzcinek, dość płytko, gdy daje kolejny krok odwracając się w moją stronę "niespodzianka" spad do metra 1,60 i przyjaciel cały mokry wychodzi z wody. Trzeba to wyrwać i sprawdzić dno. Już wiemy, że spadek sięga głębokości ok. 2 metrów po czym jest nieznaczne wypłacenie i kolejny spadek dna. Mieszamy zanęty i rozbijamy nasze obozowisko, namiocik stolik, parasol, pozostałe rzeczy układamy na foli i folią przykrywamy ma padać całą noc.Dopracowuję zanętę, Patryk ustawia krzesła i siatki. Wypijamy po piwku czekając na sygnał rozpoczęcia maratonu. Wreszcie długo wyczekiwana chwila i  zestawy lądują w wodzie.

Pierwsze branie i niewielki krąpik ląduje w siatce, potem jeszcze kilka i zanik brań.Nęcimy małymi kulkami, zmieniamy przynętę. Pierwsze ważenie 690 nie jest źle frajerskie mamy zapłacone. Nadciągające czarne chmury i silny wiatr tworzą fale jak na Bałtyku.Zaczyna padać schowani pod parasolem czekamy na przyjazd Pawła wyciągając niewielke leszczyki ok. 10 - 15 cm. Przyjaciel przyjeżdża chwilę przed czasem i pełen zapału do wędkowania zmienia jednego z nas. Przychodzi kuzyn Arek zapraszając nas do przyczepy wuja ze względu na deszcz i chłód temperatura ok. 6 stopni. Paweł i Patryk dziękują, ja natomiast korzystam z zaproszenia oznajmiając, że będę za godzinkę.

Brania ustają ok. 23 czekamy do północy, gruntówki z rosówkami do wody, a my spać, jutro też jest dzień.Spacer do stanowiska rodzinki zajmuje trochę czasu. Wyniki nie są rewelacyjne z wyjątkiem stanowisk 2 i 3, jesteśmy na 23 miejscu choć różnice są niewielkie. Wymiana informacji z wujem i odpoczynek. Budzik nie daje pospać o 3 nieubłaganie rozkazuje wstać, wypić kawę i wędkować. Ulewa nie napawa optymizmem siedzimy pod parasolem co jakiś czas wyciągając niewielkie rybki z  wody, wreszcie po 5 przestaje padać i zaczynają żerować ryby.Spławik kołyszący się na niewielkiej fali co chwila sygnalizuje branie drobnicy, nie pomaga zmiana przynęty, głębokości czy haczyka. Kolejne ważenie o 6, waga wskazuje ok. 2200. Idę na spacer rozprostować nogi pozostawiając moich przyjaciół na placu boju. Dochodzę do 11 stanowiska prosząc ciocię o kawę obserwuję zmagania kuzyna, któremu co chwila biorą 30 cm leszczyki, drobnicy brak zresztą jak na stanowiskach obok. Mniej brań jak u nas za to większe, oj będziemy musieli się napocić aby zrobić dobrą wagę.

Wracając do przyjaciół  dowiaduję się o naszym awansie na  16 miejsce. Zmieniam się z Pawłem i decydujemy się wejść głębiej do wody, gdyż lepsze brania były na odległościówkę.  Leszczyki 20 centymetrowej długości lądują w podbieraku, będzie dobra waga. Paweł przygotowuje śniadanie, jemy na zmianę nie dając odpocząć rybom. Kolejne ważenie i ponad 4600 jest świetnie, jednak słabnący wiatr i zanik fali powodują spadek brań. Nie pomagają czary i zaklęcia. Takie są prawa naszego hobby, że rybka nie zawsze bierze. Rozmawiamy z kolegami ze stanowiska obok, są z naszej okolicy czas mija szybko we wspaniałej atmosferze.Ważenie chwila emocji i 2600 gram. Wreszcie zaczynają się brania, każdy stara się jak najlepiej potrafi dając z siebie wszystko. Aby zapomnieć o zmęczeniu opowiadamy różne kawały i anegdotki. Jesteśmy zawzięci naszym marzeniem była pierwsza dziesiątka, a moim być wyżej od mojego wędkarskiego guru czyli wuja Henia. Rybki żerują słabo, czas mija nieubłaganie i waga wskazuje 2400.O 21 brania stają się intensywne i nie ma nawet mowy o dłuższej chwili odpoczynku, cieszymy się jak dzieci z każdej rybki wiedząc, że przybliża nas do naszego celu. Chwilę przed 22 spławik pokazuje delikatne branie i odjazd spławika. Patryk zacina i czuje duży opór, po 30 sekundowej walce jednak delikatny zastaw (0,147 Robinson Supercup o wytrzymałości 2,80 kg) pęka, chwilowe załamanie, kilka chwil odpoczynku i o 22 brania ustają. Siedzimy na brzegu obserwując wędki do 24. Idziemy spać pobudka o 3, tylko Paweł zgodnie z ustaleniami śpi dłużej aby bardziej wypocząć. Nic tak nie stawia na nogi jak gorąca kawa o poranku, dorzucamy kilka rybek  waga wskazuje ok. 3600. Przychodzi wujek oznajmiając, że jesteśmy na 10 miejscu przegrywając z nim o 100 gram czyli jedną sztuką.

Całkowity zanik wiatru i piękna słoneczna pogoda sprawiają, że spławiki naszych zestawów stoją jak zaczarowane. Ostatnia godzina maratonu to znów liczne brania drobnicy które pozwalają uzyskać wynik 2200 i jak się okazało spełnić moje marzenie być przed moim wujkiem i zająć ostatecznie 11 miejsce.

Do pełni szczęścia zabrakło niewiele, braliśmy udział w tego typu imprezie po raz pierwszy i wypadliśmy całkiem dobrze, jesteśmy zadowoleni i szczęśliwi, poznaliśmy wspaniałych ludzi, zebraliśmy nowe doświadczenia które pozwolą nam być lepszymi wędkarzami.   Chciałbym serdecznie podziękować kolegom z Torunia za wspaniałą organizację i umożliwienie nam udziału w tak fajnej imprezie oraz mojemu wujkowi, który to namówił nas do startu przez co przeżyliśmy tak wspaniałą wędkarską przygodę.

P.S. Wagi podane w przybliżeniu. Więcej zdjęć już niebawem.

maraton mlewiec

 

Komentarze 

 
#1 tinca 2010-06-25 22:19
Diego - świetna relacja, tym bardziej żałuję teraz, że Nowomiejski Maraton nie doszedł do skutku. Może jednak będzie o czym pisać po II spotkaniu TFc. Gratuluję całkiem niezłej lokaty w zawodach!
 
 
#2 korzun04 2010-06-26 09:41
I ja gratuluję dobrego wyniku na zawodach.Mam nadzieję że na Nielbarku uda nam się też coś polowić- oczywiście jeśli będzie czas zarzucić wędki.
Kolejny dobry tekst- pisz więcej!
 
 
#3 rycerz930 2010-06-26 18:22
Zerwaliście coś dużego - szkoda . Może to właśnie ta ryba wywindowałaby Was sporo w górę . Jednak skoro sam piszesz że imprezka była udana , to nie pozostaje mi nic innego jak pogratulować i troszkę pozazdrościć :-) .
 
 
#4 glizdziarz 2010-06-28 16:19
Świetna relacja. Pogratulować wyników.
 

Dodawanie komentarzy dostępne jest wyłącznie dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub zarejestruj jeżeli nie masz jeszcze konta w serwisie tinca.pl

Copyright © 2012 tinca.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL. joomla themes, reseller hosting

stat4u


Recommended service:
online dating site