tinca.pl
Konserwacja kołowrotków
Wpisany przez Grzegorz Łobodziński   
środa, 24 marca 2010 15:32

Jak już niektórzy z was zauważyli często łączę dwie moje największe pasje wędkarstwo (również jego historię i zabytki) oraz motocykle (tu ze szczególnym naciskiem na zabytki). Koledzy często podśmiewają się, że mam na tym punkcie "niezłego świra" bo pomijając samo połączenie, długie wyprawy (w co najmniej mało komfortowych warunkach) na dodatek nie uznaję pojęcia "sezonu".
Po prostu jeżdżę motocyklem i łowię ryby niezależnie od pory roku i panującej aury, a zmiany sezonów wiążą się dla mnie jedynie z wykupieniem zezwoleń na kolejny rok, czy opłaceniem ubezpieczenia. Jednak zima jest dla mnie okresem wyjątkowym. Po pierwsze przesiadam się na "mniej zabytkowy" sprzęt jeżdżący, a po drugie zmieniam wędki na podlodowe lub przy łagodnej zimie na rzeczną przystawkę, okazyjnie tylko spinningując. Jednak to nie wszystko.

Właśnie w zimie mój garaż zamienia się w warsztat, a jeden z pokoi w pracownię konserwacji i naprawy sprzętu wędkarskiego. Pisanie na tym portalu o motocyklach raczej mija się z celem, ale kilka porad dotyczących naprawy sprzętu na pewno przyda się mniej doświadczonym kolegom, którzy często wcale nie konserwują sprzętu w obawie przed jego zniszczeniem. Oto kilka podstawowych rad.

Zaczniemy od kołowrotków. Przede wszystkim zdejmujemy ze szpuli żyłkę lub plecionkę. W zasadzie żyłki używane w poprzednim sezonie wyrzucamy, wyjątkiem są tu żyłki dobrej jakości, które nawinęliśmy nie dawniej niż dwa miesiące wcześniej, możemy je powtórnie wykorzystać. To samo tyczy się plecionek, które można używać kilka sezonów. Aby jednak utrzymać je w dobrej kondycji odcinamy najbardziej zużyty przedni fragment i przewijamy na kołowrotek o ruchomej szpuli lub plastikową szpulę, na jakiej były sprzedawane. Chodzi o jak najmniejsze skręcenie żyłki, czy plecionki.

 



Idealnym rozwiązaniem byłoby wysnucie całej żyłki na otwartym terenie i poprzez umocowanie jej końców krętlikami wygładzenie skręceń spowodowanych przez rolkę kołowrotka, można to zrobić np. rozwijając plecionkę za łodzią na jeziorze, a następnie zwijając już na kołowrotek o ruchomej szpuli. Jeśli nie mamy takiej możliwości, wystarczy umocować kołowrotek tak, aby odwijać żyłkę bez udziału rolki kabłąk i również nawinąć ją na zwykły kołowrotek o ruchomej szpuli, Jeszcze jedna uwaga, w nowym sezonie żyłkę przed nawinięciem na właściwy kołowrotek należy namoczyć w letniej wodzie z dodatkiem płynu do mycia naczyń (ok. godziny) co wydłuży jej trwałość i przywróci elastyczność po okresie przechowywania.

Kolejny krok to umycie z zewnątrz całego kołowrotka łącznie ze szpulą. Używamy do tego gąbki, pędzelka i ciepłej wody z mydłem lub płynem do mycia naczyń. Dokładnie usuwamy resztki wody i brudu miękką szmatką. Następnie odkręcamy korbkę w zależności od modelu, wykręcając śrubkę mocującą po przeciwnej stronie korpusu lub trzymając za rotor obracamy korbką odwrotnie do kierunku zwijania żyłki (zdjęcie 2, 3). Przystępując do otwarcia mechanizmu kołowrotka, zwracamy uwagę na rozmieszczenie wszystkich śrubek mocujących np. w przypadku korpusów wykonanych z tworzywa sztucznego każdy wkręt samogwintujący musi przy składaniu wrócić dokładnie w miejsce, z którego został wykręcony.

W niektórych modelach również zwracamy uwagę na to, że do zdjęcia bocznej pokrywy konieczne jest uprzednie zdjęcie lub poluzowanie rotora (zdjęcie 5, 6, 7). Po otwarciu mechanizmu, szczególnie w precyzyjnie wykonanych modelach (np. Shimano) musimy zaznaczyć lub dokładnie zapamiętać wzajemne położenie poszczególnych elementów, gdyż często tylko jeden sposób złożenia gwarantuje właściwą pracę. Jeżeli naprawdę wątpimy we własne umiejętności, możemy przystąpić do konserwacji bez wyjmowania części, zdejmując jedynie pokrywę mechanizmu. Jednak najlepiej wyjąć wszystkie ruchome części, rozpoczynając od zdjęcia łącznika osi szpuli i mechanizmu jej podnoszenia (zdjęcie 9). Najczęściej jest to niewielka blaszka przykręcona jedną lub dwoma śrubkami. Następnie wyjmujemy kolejno: zębatkę główną, oś szpuli, zębatkę posuwu szpuli oraz elementy włącznika blokady obrotów wstecznych.

Teraz należy całkowicie usunąć stary smar i zanieczyszczenia z przekładni. Najpierw posługujemy się przy tym wkrętakiem lub drewnianym patykiem, a następnie przy pomocy pędzelka i środka rozpuszczającego dokładnie myjemy wnętrze mechanizmu. Ja używam do tego benzyny ekstrakcyjnej (może być bezzapachowa do zapalniczek), nafty lub denaturatu. Szczególnie starannie oczyszczamy łożyska i oś szpuli. Jeżeli kołowrotek wcześniej działał bez zarzutu pozostaje nam napełnić przekładnię smarem, najlepiej specjalnie przeznaczonym do kołowrotków (do starszych typów z powodzeniem stosujemy wodoodporny smar do łożysk tocznych ŁT 43). Oś szpuli, łożyska i rolkę kabłąka smarujemy kroplą oleju do kołowrotków lub tzw. maszynowym do urządzeń precyzyjnych.

Całość składamy w odpowiedniej kolejności sprawdzając delikatnie, czy mechanizm działa poprawnie i jeszcze raz czyścimy szmatką resztki smaru. Mała uwaga wynikająca z moich doświadczeń starajmy się nie używać do smarowania środków typu WD-40 i podobnych. Powodują one zmycie właściwego smaru i często nawet zatarcie łożysk, czy rolek. Można je stosować jedynie doraźnie w przypadku zamoczenia kołowrotka w celu usunięcia wody lub awaryjnie nad wodą, a po przyjeździe do domu natychmiast wymienić smar na odpowiedni.

Jeszcze kilka słów o naprawach. W przypadku najnowocześniejszych kołowrotków raczej niewiele zdziałamy poza wymianą części na nowe, jednak właściciele nieco starszego sprzętu mogą wiele napraw przeprowadzić we własnym zakresie. Oto kilka przykładów. Zużyte łożyska przekładni (plastikowe) możemy zastąpić krążkami z teflonu lub jeszcze lepiej łożyskami kulkowymi dostępnymi w sklepach i serwisach z mechaniką precyzyjną (maszyny do szycia, odkurzacze, elektronarzędzia).

Jeśli główna zębatka posiada już spory luz można jeszcze nawet kilka sezonów przedłużyć jej żywotność stosując od strony łożyska w pokrywie przekładni podkładki z cienkiej mosiężnej blaszki lub nawet z cienkiego kartonu zmniejszające luzy między zębatkami. Sprężynki kabłąka wykonujemy ze zwykłej agrafki, której końce przed wyginaniem musimy rozhartować rozgrzewając nad zapalniczką do koloru jasno wiśniowego i powoli studząc. Po uformowaniu sprężynki ponownie należy ją zahartować rozgrzewając znów nad płomieniem i studząc szybko w oleju lub wodzie.

Kołowrotki, które posiadają zamiast łożysk tuleje ślizgowe na korbce, wymagają od czasu do czasu ich wymiany, jeśli nie mamy zapasowych, można dosłownie za kilka złotych zlecić ich wykonanie w warsztacie ślusarskim. Materiał na nie to najczęściej brąz, stopy porowate lub zwykły teflon. Przy wyjmowaniu starej tulei z obudowy kołowrotka (oczywiście tylko metalowej) należy korpus obudowy rozgrzać we wrzącej wodzie, co pozwoli przy niewielkim nacisku wypchnąć tuleję. Analogicznie postępujemy przy zakładaniu nowej tulei, którą dodatkowo przed założeniem chłodzimy w lodówce i lekko smarujemy olejem.

Przeprowadzając taką konserwację przynajmniej raz w roku, możemy być pewni że sprzęt posłuży nam przez długie lata i nie zawiedzie w najmniej oczekiwanym momencie. Wykonując przegląd kołowrotka samemu zdobywamy również wiedzę przydatną w razie ewentualnej awarii, co pozwala usunąć usterkę nawet nad wodą. Dla tych, którzy nie czują się na siłach do przeprowadzenia powyższych operacji pozostają kołowrotki posiadające specjalny system smarowania. Ich cechą jest odkręcana w łatwy sposób niewielka pokrywka serwisowa umożliwiająca smarowanie bez rozbierania korpusu kołowrotka (zdjęcie 13).

 

Dodawanie komentarzy dostępne jest wyłącznie dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub zarejestruj jeżeli nie masz jeszcze konta w serwisie tinca.pl

Copyright © 2012 tinca.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL. joomla themes, reseller hosting

stat4u


Recommended service:
online dating site
Home PORADY ZRÓB SAM Konserwacja kołowrotków