| Metalem w drapieżnika cz.1 |
| Wpisany przez Grzegorz Łobodziński | |
| sobota, 19 czerwca 2010 16:01 | |
|
Przebłyszczenie już nie obowiązuje? W pewnym okresie wędkarskiej historii mówiło się o "przebłyszczeniu wód". Mianem tym określano spadek skuteczności blaszanych przynęt, będący wynikiem dużej presji wędkarzy stosujących wspomniane wabiki i panujące wówczas przekonanie o "przyzwyczajeniu się" i braku reakcji drapieżników na te przynęty. Osobiście przychyliłbym się bardziej do tezy o dużej presji wędkarskiej, która wywołała obniżenie pogłowia drapieżników, tym bardziej że ów okres "przebłyszczenia" dziwnym trafem przypadł na przełom gospodarczy i technologiczny. Z pewnością wielu z Was pamięta, że akurat w tym czasie pojawiły się na rynku pierwsze plastikowe przynęty, a zasobność portfeli pozwalała przeciętnemu wędkarzowi na zakup również ciężko dostępnych wcześniej woblerów i przynęt rodem z Zachodu. Jakkolwiek by nie podchodzić do tego zagadnienia, wahadłówki i obrotówki zostały w wielu wędkarskich pudełkach zastąpione gumowymi rybkami, robaczkami, żabkami, których skuteczność urosła na miarę "cudu". Przecież to właśnie plastiki pozwoliły zdjąć żywca z sandaczowych gruntówek, a złowieniem ryb takich jak jaź, kleń, czy leszcz na spinning mogło się pochwalić dzięki "paprochom" wielu nawet początkujących adeptów sztuki wedkarskiej. Dziś historia zatoczyła koło i może nie mówi się zaraz o "przegumieniu", ale metalowe przynęty zasłużenie wracają do łask wędkarzy, jako pełnoprawne narzędzia łowców okazów. Trudno się temu dziwić skoro po fascynacji plastikami na nowo odkrywamy skuteczność metalu również w połączeniu z nowymi metodami spinningowania.
W czym tkwi sekret metalu? Rozmawiając z wędkarzami stosującymi metalowe przynęty w pierwszym rzędzie powodów ich skuteczności upatruje się w podobieństwie do naturalnego pokarmu drapieżników. Wahadłówki zarówno kształtem, jak i kolorem nieco przypominają ryby, obrotówki mogą imitować skrzydlate owady i jest w tym sporo prawdy. Jak jednak wytłumaczyć skuteczność malowanych na czarno wabików podczas nocnego spinningowania? Tu ujawnia się "druga strona metalu" - dźwięk! O ile część drapieżników posługuje się podczas polowania wzrokiem i węchem, o tyle wszystkie - nie tylko drapieżne ryby odbierają bodźce w postaci fal dźwiękowych, które w wodzie nabierają szczególnego znaczenia. Fale akustyczne w wodzie to nic innego jak cykliczne zmiany ciśnienia rozchodzące się na znaczne odległości i odbierane przez ryby poprzez linię boczną, narządy słuchowe (u niektórych), a nawet częściowo przez pęcherz pławny. Bodźce akustyczne stanowią dla ryb bogate i bardzo ważne źródło informacji o otoczeniu. Na równi ze zmysłem węchu ostrzegają przed niebezpieczeństwem, zawiadamiają o pojawieniu się pokarmu, żerowaniu stada, miejscu odbywania tarła i wielu ważnych sytuacjach podwodnego życia. Drapieżniki właśnie poprzez fale dźwiękowe w pierwszej kolejności dowiadują się o zbliżaniu potencjalnego pokarmu, zanim jeszcze go wyczują lub namierzą za pomocą wzroku. Jak zwykle, zapewne przypadek sprawił, że przynęta stworzona przez pasjonatów okazała się tak skuteczna, jednak wiele wody w rzekach musiało upłynąć, aby odnaleźć prawdziwy powód tej skuteczności. Dlaczego ryby upodobały sobie dźwięk metalowych wabików? Do końca oczywiście nie wiadomo, ale pewnym jest, że ten rodzaj przynęty wytwarza specyficzne fale dźwiękowe - oprócz fal wywołanych prze poruszający się wabik, podobnych do tych emitowanych przez rybie ciało lub skrzydła owada (w przypadku obrotówek) - dźwięki powstają podczas tarcia różnych elementów przynęty. "Grają" kółka łącznikowe, strzemiączka skrzydełek, kotwiczki i wreszcie sama blaszana przynęta dźwięczy podczas ruchu, uderzenia o wodę lub dno.Istnieje nawet przypuszczenie, że to właśnie te dodatkowe wibracje upodabniają przynętę do żywych organizmów, imitując żerowanie, ucieczkę, czy ruchy zranionej rybki. Jest w tym z pewnością wiele prawdy, co potwierdza proste doświadczenie, które łatwo można samemu wykonać - wystarczy siedząc na łodzi lub pomoście opuścić do wody kilka połączonych w pęczek wahadłówek i potrząsać nimi, tak aby o siebie uderzały. Obserwując łowisko przez okulary polaryzacyjne, maskę lub ekran echosondy zauważymy, że przebywające w pobliżu drapieżniki, szczególnie okonie żywo interesują się tymi dźwiękami nawet jeśli nie mają możliwości dostrzeżenia naszych wabików. Mosiądz na szczupaka, miedź na troć, kwasówka na bolenia. Wielu wędkarzy rozpoczynających przygodę z "blaszanym spinningiem" pyta, czym kierować się przy wyborze przynęty. Jak w przypadku innych sztucznych wabików jest to najtrudniejszy aspekt, ponieważ nie uda nam się trafić 100-procentowo w gusta drapieżnika, pozostają tylko doświadczenia i duża dawka wędkarskiego szczęścia. Jednak można przyjąć pewne kryteria, które pozwolą nam zdecydować, które z tysięcy leżących na sklepowej półce przynęty choć w niewielkim stopniu temu szczęściu pomogą. Przede wszystkim zwracajmy uwagę na wykonanie - w przypadku wahadłówek nie do końca można się opierać na wrażeniach wzrokowych, ponieważ często najgorsza "paskuda" okazuje się niesamowicie łowna, a w ekstremalnych wypadkach można połowić nieźle nawet na patantowy klucz do drzwi ;)) Dlatego dobierając wahadłówki warto zacząć od wzorów polecanych przez kolegów i wyroby firm cieszących się uznaniem, niekoniecznie tych żądających za swoje wyroby drakońskie sumy. Dobierając "wahadło" dobrze jest kierować się również jego wielkością i kształtem jak najbardziej zbliżonym do pokarmu naturalnie występującego w danym akwenie. Dodatkową cechą powinien być ciężar przynęty, który dobieramy kierując się głębokością łowiska, przewidywaną szybkością nurtu rzeki lub prowadzenia w wodach stojących. Niestety trafność wyboru można sprawdzić jedynie podczas testów, ale w miarę nabywania doświadczenia już w sklepie będziemy mogli wybrać odpowiednie blaszki. Dobra wahadłówka powinna pracować zarówno przy wolnym jak i szybkim prowadzeniu zmieniając jedynie charakter ruch na wahadłowy lub obrotowy. Nieco inaczej sprawa wygląda przy obrotówkach. Tutaj już biorąc przynętę do ręki często można ocenić jej przydatność. Przede wszystkim sprawdzamy jakość strzemiączka, które powinno umożliwiać płynne obroty skrzydełka przy najlżejszym ruchu - w wodzie skrzydełko powinno pracować już podczas opadania przynęty i startować od samego początku holowania, bez zbędnego przyspieszania, czy szarpania. Ciężar dobieramy jak wyżej ,do głębokości prowadzenia, natomiast kształt i wielkość skrzydełka do prędkości prowadzenia i rodzaju wody. Na wodach bieżących można stosować nieco słabiej pracujące skrzydełka, czasami nawet wskazane jest aby nie stawiały dużego oporu w nurcie rzeki - tu sprawdają sie głównie modele wydłużone (longi) przypominające wierzbowy listek i mniejsze rozmiary paletek o niezbyt wypukłym skrzydełku. Odwrotnie wygląda to w wodach stojących, gdzie warto aby obrotówka pracowała przy jak najmniejszej prędkości prowadzenia. Dlatego też na wody stojące wybieramy głębiej tłoczone i większe skrzydełka stawiające znaczny opór w wodzie. A jaki wpływ ma rodzaj metalu użyty do wykonania przynęty? Okazuje się, że całkiem poważny. Otóż, o ile kolor metalu zawsze można zmienić przez malowanie lub galwanizację, o tyle ciężar jest ściśle związany z rodzajem metalu. Jednym z klasycznych przykładów wpływu rodzaju metalu na skuteczność wahadłówki są nasze rodzime Morsy, Algi i Gnomy. Te przynęty o legendarnej już skuteczności w okresie kryzysu zaczęto produkować z blachy stalowej i nagle straciły swój magiczny urok. Winę zrzucano na niedokładne wykonanie, słabe polerowanie, czy niską jakość powłoki z taniego cynku zamiast chromu lub niklu. Szybko jednak odkryto prawdziwą przyczynę niepowodzeń - inny ciężar metalu. Okazało się, że akurat w tym wypadku najbardziej odpowiedni stosunek wagi do rozmiaru posiada blacha mosiężna i to z niej wykonane kultowe wahadła są tak łowne, niezależnie od malowania, czy rodzaju pokrywy galwanicznej. Przy wykorzystaniu blachy stalowej wahadłówki o identycznych rozmiarach musiały posiadać inną grubość, wytłoczenie, co stanowczo zmieniało pracę przynęty. Co do samego mosiądzu, niektórzy twierdzą, że właśnie ten metal upodobały sobie szczupaki, jeśli chodzi o klasycznie prowadzone wahadłówki, choć na przykład przy trollingu znacznie lepiej sprawdzają się lżejsze materiały. Również w przypadku wirówek mosiądz jest chyba, obok miedzi najczęściej wykorzystywanym metalem i tylko niektóre typy skrzydełek wykonywane są z innych materiałów. Za to przy budowie korpusów stosuje się już co tylko dusza zapragnie - od wszelkich metali, poprzez koraliki z tworzyw sztucznych, a nawet kamieni jubilerskich w ekskluzywnych wyrobach. A co z innymi gatunkami ryb, czy też mają własny ulubiony metal? Wędkarskie doświadczenia wskazują, że to bardzo możliwe. Nie jest to bynajmniej związane z rozpoznawaniem metali przez rybę, ale ze specyficzną pracą przynęty wykonanej z danego metalu. Któż z nas nie kojarzy koloru najlepszych trociówek? Popularne Karlinki, Malinówki i inne cieszące się sławą wahadłówki na trotkę zawdzięczają swą barwę właśnie miedzi. Boleniówki, to już wszelkie blachy stopowe z dodatkami uszlachetniającymi - nierdzewne, błyszczące i co najważniejsze o zupełnie innym ciężarze niż zwykła blacha stalowa. Czyżby nie znalazło się zastosowanie dla stali? Wprost przeciwnie - ciężkie sumowe obrotówki, ale i bardzo lekkie, wykonane z cieniutkiej blaszki spoony, czyli "łyżki" na bassy są wykonywane często właśnie ze stali. Wymieniać można by tak wszelkie gatunki ryb i metali, choć oczywiście nie można mieć pewności, że na mosiądz trafimy akurat szczupaka, a stalówka nie spodoba się pstrągowi. Na dziś jednak wystarczy rozważań o metalach. W następnej części postaram się przybliżyć trochę bardziej wędkarski temat, dotyczący moich ulubionych przynęt, a mianowicie sposoby ich wykorzystania na łowisku. Na zakończenie ciekawostka - czy wiecie jaki metal upodobał sobie okoń? To jest dopiero prawdziwy smakosz! Otóż popularne przynęty na okonia wcale nie są wykonane z jego "ulubionego" materiału, a dzieje się tak ze względu na ...cenę. Niewielu zapalonych spinningistów miało bowiem możliwość łowienia na przynęty wykonane ze złota! Tak, to prawda - zauważono to najpierw przy produkcji mormyszek - słynne rosyjskie "zołotki" mocno uszczuplały zasoby tamtejszych pań domu i choć znowu wydawało się, że to głównie kolor ma znaczenie, jednak próby choć nieliczne mimo wszystko wskazują na odpowiedni ciężar, a być może i specyficzny dźwięk. Zresztą nie wiadomo ,na ile wiara w sukces, a na ile faktyczne właściwości metalu sprawiły, że większość szczęśliwców którzy dostąpili zaszczytu testowania złotych przynęt twierdziła, iż są one nieprzeciętnie skuteczne. Co ciekawego - sprawdzało się złoto tzw. rosyjskie (czerwone) i popularne jubilerskie znane z obrączek, ale już wyroby pozłacane nie miały takiego "wzięcia". Pozostawiam was z marzeniami o złotej przynęcie i zapraszam niebawem na następną część blaszanych opowieści.
|
Recommended service:
online dating site
Od pewnego czasu swoisty renesans przeżywają tradycyjne metalowe przynęty na ryby drapieżne. Trudno się temu dziwić, choćby z dwóch powodów. Przede wszystkim na rynku dostępny jest ogromny asortyment zarówno pod względem rodzaju, jak i kolorystyki. Mnogość wahadłówek, obrotówek i wszelkich kombinacji potrafi przyprawić o zawrót głowy wędkarza odwiedzającego specjalistyczne sklepy, a nawet stoiska hipermarketów. Drugi z powodów to prostota użycia tych przynęt, ciesząca szczególnie początkujących. Słynna niegdyś porada dotycząca operowania wahadłowką: "Rzuć, opuść i zwijaj" również dzisiaj nic nie straciła na aktualności, chociaż sposobów prowadzenia metalowych przynęt jest co najmniej tyle, co spinningistów ich używających. NIektórzy zaś z nich potrafią tym kawałkom blachy nadać ruch nieosiągalny w przypadku innych wabików.

Komentarze
Co do blaszanych przynęt.Dla mnie wolno prowadzona wahadłówka jest numerem 1 na jesieni,bijąc na głowę gumy.Obrotówek nie używam to się nie wypowiem